Translate
wtorek, 22 stycznia 2013
Les Miserables Nędznicy
Nie lubię musicali.. i raczej ich nie oglądam..
Dlatego też "Nędznicy" nie znajdowali się na mojej liście obowiązkowych filmów do obejrzenia.
Zmieniło się to dopiero w momencie gdy poznałam obsadę filmu,
i ponieważ zagrał w nim mój ulubieniec Hugh Jackman... miejsce na liście się znalazło :)
Teraz jestem po prawie 3 godzinnym seansie i...
niestety zdania nie zmieniłam i za musicalami nadal nie przepadam,
ale musiałabym być totalną ignorantką, aby nie dostrzec zalet tego filmu.
8 nominacji do Oskara oraz wygrane już 3 statuetki Złotych Globów
nie wzięły się w końcu z niczego.
I chociaż nie zawsze zgadzam się z oskarowymi nominacjami,
i Oskara za najlepszy film raczej bym nie przyznała, to w przypadku nominacji dla Hugh Jackmana
jako dla najlepszego aktora pierwszoplanowego, jestem w 100 % przekonana iż na nią zasłużył.
( i oczywiście trzymam kciuki za wygraną ;) )
Jeżeli chodzi o pozostałych aktorów, to już nie do końca zgadzam się z oskarowymi nominacjami..
na mnie osobiście większe wrażenie zrobiła na przykład kreacja Russella Crowe (na prawdę dobra),
niż tak powszechnie wychwalana Anne Hathaway...
Moje serce natomiast.. całkowicie.. zdobył Daniel Huttlestone jako Gavroche :)
O ile się nie mylę, jest to jego pierwsza rola filmowa... ale zakładam iż raczej nie będzie ostatnią.
Chłopak wzbudza sympatie.. gra bardzo swobodnie i przekonująco..nic, tylko obserwować rozwój jego kariery :)
No i muzyka...
oczywiście z niej składa się właściwie cała atmosfera filmu..
I przyznaję, iż w większości jest cudowna.. w niewiarygodny sposób oddziałuje na odbiorcę
i wyzwala ogrom emocji..
Jak jednak na pewno zauważyliście zostawiłam sobie lekko uchyloną furtkę w postaci
"w większości" ponieważ niestety zdarzały się utwory, które były mocno przydługie
i najzwyczajniej w świecie przynudzały... na całe jednak szczęście stanowiły mniejszość.
Przyznaję iż zupełnie inaczej odbiera się film, gdzie nie dialogi są najważniejsze..
gdzie skupiamy się tylko na muzyce i obrazie..
ale inaczej w tym przypadku na pewno nie oznacza gorzej.. :)
Ogólnie oglądało się całkiem nieźle, i chyba warto zobaczyć chociażby dla porównania
i wyrobienia sobie własnej opinii na temat tego musicalu.
wtorek, 15 stycznia 2013
Pitch Perfect
Kolejna amerykańska produkcja z hasłem przewodnim "możesz wszystko"
tym razem w roli głównej ... śpiewacy a capella.
I to jest w sumie jedyna rzecz, wyróżniająca ten film.. reszta niestety całkowicie przewidywalna
i schematyczna.
Całość jak dla mnie nie dopracowana, niektóre wątki zupełnie niepotrzebne.
Film zrealizowany w 2012, z akcją osadzoną w tym właśnie roku..
a oglądając go miałam wrażenie, iż cofnęliśmy się w czasie jakieś 10 lat..
Postacie z reguły kolorowe.. oczywiście prym wiodła Fat Amy..
ta dziewczyna swoją osobowością przyćmiła wszystkich i właściwie zdominowała film :)
Rozczarował mnie natomiast główny bohater.. mdły jak cukrowa wata..
kompletnie szary i nie zapamiętywalny.. nie taki powinien być facet, który na końcu zdobywa
dziewczynę.. no ale cóż.. jaki film taki bohater ;)
Całość oczywiście zdominowana przez muzykę.. to ona jest podstawą historii.
Nie jestem specjalistką , i nie sądzę aby mój epizod ze szkołą muzyczną mi teraz bardzo pomógł.. ;)
ale..
na mnie niestety te występy i aranżacje a capella nie zrobiły wielkiego wrażenia..
oczywiście było momentami ładnie i na pewno było poprawnie.. ale w kanapę mnie nie wcisnęło..
Nasz rodzimy zespół Audiofeels na pewno robi większe wrażenie ;)
Film prosty, przewidywalny, oczywiście z wielkim Happy End-em...
Po prostu kolejna romantyczna komedyjka, do odhaczenia ;)
czwartek, 10 stycznia 2013
Hotel Transylwania
Zachwycona "Strażnikami marzeń" postanowiłam sięgnąć po kolejną animację,
i tym razem padło na "Hotel Transylwania".
W przeciwieństwie do "Strażników" gdzie spotykaliśmy się z wszystkimi dobrymi bohaterami,
tutaj zamiast Mikołaja i Zębowej Wróżki, mamy zbiór wszystkich strachów.
Jest więc Dracula, właściciel ogromnego hotelu i nadopiekuńczy tatuś słodkiej nastolatki,
który dla swojej pełnoletniej już córki kończącej 118 lat, organizuje przyjęcie urodzinowe
w towarzystwie całej "rodzinki".
Mamy wujka Frankensteina, rodzinkę Wilkołaków, Kwazimodo, Mumie, Gremliny, Czarownice,
Kościotrupy, potwora z 7 głowami.. i wiele, wiele innych postaci... od wyboru do koloru :)
Każda z nich jest ciekawa, i każda jest bardzo sympatyczna.. :)
nikt tutaj nie straszy, nikt nie przeraża.. za to wszyscy boją się ludzi.. :)
No właśnie , na tym polega przewrotność tej bajki... postacie które nas w dzieciństwie
straszyły.. tutaj występują w roli tych dobrych i zastraszonych.. ;)
Sama historia jest prosta. Mamy wielki romans pomiędzy córką Draculi a ... no właśnie...
człowiekiem.. oparty chyba na jakiejś szmirowatej komedii romantycznej.. czyli..
ona kocha, on też... do tego jest to miłość niemożliwa.. więc on się poświęca, odchodzi..
jedzie na lotnisko, wsiada do samolotu.. i tam dogania go.. tatuś Dracula.. ;)
OK, przyznaję iż to tak bardzo skrótowo i bardzo pobieżnie ;)
W rzeczywistości nie jest aż tak nudno... ;)
Akcja toczy się dość szybko i zawiera dużo innych wątków i śmiesznych sytuacji..
dzieci powinny być zachwycone. Jest kolorowo, wesoło i interesująco.
Starsza widownia, może dodatkowo zachwycać się efektami i jakością animacji oraz docenić
delikatne poczucie humoru, które w niektórych momentach się pojawia.
Podsumowując :
odnoszę jednak wrażenie iż tym razem, filmem będą bardziej zachwycone same dzieci
niż ich opiekunowie.
Bardzo ładny obrazek i ciekawa historia.. jednak jak dla mnie troszkę "letnia".
i tym razem padło na "Hotel Transylwania".
W przeciwieństwie do "Strażników" gdzie spotykaliśmy się z wszystkimi dobrymi bohaterami,
tutaj zamiast Mikołaja i Zębowej Wróżki, mamy zbiór wszystkich strachów.
Jest więc Dracula, właściciel ogromnego hotelu i nadopiekuńczy tatuś słodkiej nastolatki,
który dla swojej pełnoletniej już córki kończącej 118 lat, organizuje przyjęcie urodzinowe
w towarzystwie całej "rodzinki".
Mamy wujka Frankensteina, rodzinkę Wilkołaków, Kwazimodo, Mumie, Gremliny, Czarownice,
Kościotrupy, potwora z 7 głowami.. i wiele, wiele innych postaci... od wyboru do koloru :)
Każda z nich jest ciekawa, i każda jest bardzo sympatyczna.. :)
nikt tutaj nie straszy, nikt nie przeraża.. za to wszyscy boją się ludzi.. :)
No właśnie , na tym polega przewrotność tej bajki... postacie które nas w dzieciństwie
straszyły.. tutaj występują w roli tych dobrych i zastraszonych.. ;)
Sama historia jest prosta. Mamy wielki romans pomiędzy córką Draculi a ... no właśnie...
człowiekiem.. oparty chyba na jakiejś szmirowatej komedii romantycznej.. czyli..
ona kocha, on też... do tego jest to miłość niemożliwa.. więc on się poświęca, odchodzi..
jedzie na lotnisko, wsiada do samolotu.. i tam dogania go.. tatuś Dracula.. ;)
OK, przyznaję iż to tak bardzo skrótowo i bardzo pobieżnie ;)
W rzeczywistości nie jest aż tak nudno... ;)
Akcja toczy się dość szybko i zawiera dużo innych wątków i śmiesznych sytuacji..
dzieci powinny być zachwycone. Jest kolorowo, wesoło i interesująco.
Starsza widownia, może dodatkowo zachwycać się efektami i jakością animacji oraz docenić
delikatne poczucie humoru, które w niektórych momentach się pojawia.
Podsumowując :
odnoszę jednak wrażenie iż tym razem, filmem będą bardziej zachwycone same dzieci
niż ich opiekunowie.
Bardzo ładny obrazek i ciekawa historia.. jednak jak dla mnie troszkę "letnia".
wtorek, 8 stycznia 2013
Strażnicy marzeń / Rise of the Guardians
Ok, mamy tutaj bajkę animowaną skierowaną do dzieci..
ale czy na pewno jest ona tylko dla dzieci..? :)
Gdybym miała tą animację do czegoś przyrównać, to pierwszym skojarzeniem
które mi przyszło do głowy to bajka z 2001 roku pod tytułem "Potwory i spółka".
Jeżeli podobała Wam się tamta animacja, to "Strażnicy marzeń" na pewno także
Wam się spodobają.
Głównym bohaterem tutaj jest Jack Frost - słodki i uroczy przystojniaczek,
w którym podkochują się wszystkie Zębowe wróżki.
Ma blond czuprynę, błękitne oczy.. i jest samotny, aż serce ściska ;)
samotność oczywiście maskuje uroczym sarkazmem i poczuciem humoru,
nie koniecznie zrozumianym przez odbiorców w wieku lat kilku, ale pozwalającym
starszym "dzieciom" uśmiechać się podczas oglądania bajki :)
W skrócie.. barwna i ciekawa postać.
Ale nie tylko główny bohater, tutaj błyszczy.. właściwie to każdy z bohaterów,
(nawet te najmniejsze np. świąteczne dzwoneczki) został przez twórców perfekcyjnie opracowany
i maksymalnie dopracowany.
Mamy więc tutaj zrzędliwego, marudnego i zarozumiałego Zajączka Wielkanocnego
(w którym nota bene się zakochałam ;) ), Mikołaja, który w futrzanej czapie
i z mięśniami a la Hulk Hogan, bardziej przypomina rosyjskiego Dziadka Mroza,
uroczą, puszystą, niemowę w postaci Piaskowego Ludka, czy też barwną jak
tropikalny ptak - Zębową wróżkę, która zabawiała dzieci "zębami z odrobiną krwi i dziąseł" ;)
Cała ta gromadka jest zespołem strażników pilnujących dziecięcych snów i marzeń i oczywiście
tworzy front "dobra" przeciwko jedynej w tej bajce złej postaci - Panu Koszmarkowi.
(oczywiście to facet.. wysoki, chudy i brzydki ;) )
Sama historia jest standardowa.. jak to w bajkach..
Mamy walkę dobra ze złem, gdzie dobro spektakularnie na końcu wygrywa (of course :) )
Bohaterzy pokazują nam siłę przyjaźni i wybaczania.. i tłumaczą dzieciom, dlaczego
należy wierzyć w iluzje, które w końcu w tak nie rozerwalny sposób łączą się z dzieciństwem.
Jednak pomimo klasycznego potraktowania samego trzonu historii, to z klasyką już więcej
się tutaj nie spotkamy.. akcja jest "nowoczesna", ciekawa i wartka, pełna zwrotów i subtelnego humoru.
Nie sposób się nudzić :)
Sam film nie ma ograniczenia wiekowego.. ale tak szczerze, to miałabym wątpliwości
czy zabrać na niego jakąś 4 latkę.. myślę, iż jest on jednak skierowany do troszkę starszej widowni.
Przynajmniej takiej, która ma już za sobą przyjaźń z Super bohaterami z komiksów czy też bajkami typu ANIME.
Pościgi, sceny walk, umierający Piaskowy Ludek czy też "przyjaciele" Pana Koszmarka..
to wszystko może zachwycać, ale też tą najmłodszą widownie.. może przestraszyć.
Zachwyci natomiast na pewno wszystkich piękna animacja, pełna efektów i kolorów.
Komputery górą.. i na prawdę się postarali :)
Film ten dzisiaj mnie na prawdę rozbawił, wywołuje uśmiech a nawet śmiech..
jest lekki, uroczy i zabawny.. idealny na odstresowanie po ciężkim dniu..
Na mnie w każdym razie dzisiaj tak podziałał :)
ale czy na pewno jest ona tylko dla dzieci..? :)
Gdybym miała tą animację do czegoś przyrównać, to pierwszym skojarzeniem
które mi przyszło do głowy to bajka z 2001 roku pod tytułem "Potwory i spółka".
Jeżeli podobała Wam się tamta animacja, to "Strażnicy marzeń" na pewno także
Wam się spodobają.
Głównym bohaterem tutaj jest Jack Frost - słodki i uroczy przystojniaczek,
w którym podkochują się wszystkie Zębowe wróżki.
Ma blond czuprynę, błękitne oczy.. i jest samotny, aż serce ściska ;)
samotność oczywiście maskuje uroczym sarkazmem i poczuciem humoru,
nie koniecznie zrozumianym przez odbiorców w wieku lat kilku, ale pozwalającym
starszym "dzieciom" uśmiechać się podczas oglądania bajki :)
W skrócie.. barwna i ciekawa postać.
Ale nie tylko główny bohater, tutaj błyszczy.. właściwie to każdy z bohaterów,
(nawet te najmniejsze np. świąteczne dzwoneczki) został przez twórców perfekcyjnie opracowany
i maksymalnie dopracowany.
Mamy więc tutaj zrzędliwego, marudnego i zarozumiałego Zajączka Wielkanocnego
(w którym nota bene się zakochałam ;) ), Mikołaja, który w futrzanej czapie
i z mięśniami a la Hulk Hogan, bardziej przypomina rosyjskiego Dziadka Mroza,
uroczą, puszystą, niemowę w postaci Piaskowego Ludka, czy też barwną jak
tropikalny ptak - Zębową wróżkę, która zabawiała dzieci "zębami z odrobiną krwi i dziąseł" ;)
Cała ta gromadka jest zespołem strażników pilnujących dziecięcych snów i marzeń i oczywiście
tworzy front "dobra" przeciwko jedynej w tej bajce złej postaci - Panu Koszmarkowi.
(oczywiście to facet.. wysoki, chudy i brzydki ;) )
Sama historia jest standardowa.. jak to w bajkach..
Mamy walkę dobra ze złem, gdzie dobro spektakularnie na końcu wygrywa (of course :) )
Bohaterzy pokazują nam siłę przyjaźni i wybaczania.. i tłumaczą dzieciom, dlaczego
należy wierzyć w iluzje, które w końcu w tak nie rozerwalny sposób łączą się z dzieciństwem.
Jednak pomimo klasycznego potraktowania samego trzonu historii, to z klasyką już więcej
się tutaj nie spotkamy.. akcja jest "nowoczesna", ciekawa i wartka, pełna zwrotów i subtelnego humoru.
Nie sposób się nudzić :)
Sam film nie ma ograniczenia wiekowego.. ale tak szczerze, to miałabym wątpliwości
czy zabrać na niego jakąś 4 latkę.. myślę, iż jest on jednak skierowany do troszkę starszej widowni.
Przynajmniej takiej, która ma już za sobą przyjaźń z Super bohaterami z komiksów czy też bajkami typu ANIME.
Pościgi, sceny walk, umierający Piaskowy Ludek czy też "przyjaciele" Pana Koszmarka..
to wszystko może zachwycać, ale też tą najmłodszą widownie.. może przestraszyć.
Zachwyci natomiast na pewno wszystkich piękna animacja, pełna efektów i kolorów.
Komputery górą.. i na prawdę się postarali :)
Film ten dzisiaj mnie na prawdę rozbawił, wywołuje uśmiech a nawet śmiech..
jest lekki, uroczy i zabawny.. idealny na odstresowanie po ciężkim dniu..
Na mnie w każdym razie dzisiaj tak podziałał :)
sobota, 5 stycznia 2013
Siostra twojej siostry
Już jakiś czas miałam ten film na liście "DO OBEJRZENIA", i przyznaję iż długo go przesuwałam
na coraz niższe miejsca z listy. Miałam wątpliwości czy na pewno chce go zobaczyć i czy nie będzie
to po prostu 90 minut nudy.
Trzy postacie i jedna historia.. film bez efektów specjalnych, bez akcji, bez wielkiego budżetu..
12 dni zdjęciowych i duża część scen improwizowanych..
I okazało się , iż to wystarczy aby historię opowiedzieć w sposób ciekawy, nie banalny,
z inteligentnymi i wciągającymi dialogami. Wystarczy trzech aktorów i chatka w lesie
(tak na marginesie zajebista) aby stworzyć opowieść, która widza wciągnie...
A wszystko podane na spokojnie, w łagodnym tonie, bez przerysowanego dramatyzmu,
za to z leciutką nutą humoru..
Dawno nie oglądałam czegoś tak prostego , może nawet banalnego.. a jednak czegoś
co się tak dobrze i bez wysiłku oglądało :)
na coraz niższe miejsca z listy. Miałam wątpliwości czy na pewno chce go zobaczyć i czy nie będzie
to po prostu 90 minut nudy.
Trzy postacie i jedna historia.. film bez efektów specjalnych, bez akcji, bez wielkiego budżetu..
12 dni zdjęciowych i duża część scen improwizowanych..
I okazało się , iż to wystarczy aby historię opowiedzieć w sposób ciekawy, nie banalny,
z inteligentnymi i wciągającymi dialogami. Wystarczy trzech aktorów i chatka w lesie
(tak na marginesie zajebista) aby stworzyć opowieść, która widza wciągnie...
A wszystko podane na spokojnie, w łagodnym tonie, bez przerysowanego dramatyzmu,
za to z leciutką nutą humoru..
Dawno nie oglądałam czegoś tak prostego , może nawet banalnego.. a jednak czegoś
co się tak dobrze i bez wysiłku oglądało :)
piątek, 4 stycznia 2013
Hobbit: Niezwykła podróż
Nie jestem fanką sagi "Władca pierścieni", nie czytałam też książki..
dlatego nie będę oceniała jak postacie czy też historia ma się do oryginału Tolkiena.
Dla mnie jest to po prostu film fantasy wokół którego zrobiono tyle szumu, że głupio byłoby go nie obejrzeć..
no więc obejrzałam, i ... jakoś mnie nie zachwycił.
Na pewno jest to ładnie zrobiona bajka, nie jestem tylko pewna czy tak do końca
skierowana do dzieci. Raczej nie zaprowadziłabym do kina żadnego 10-latka.
Latające głowy, miecze, topory i potwory... no cóż, myślę że dla dzieci może tego być
troszkę za dużo.
Podobały mi się natomiast, nawet bardzo, zdjęcia, kostiumy i w większości efekty. Tutaj widać było iż się
twórcy napracowali.
I pewnie też z tego powodu film został rozciągnięty do granic możliwości.
Skoro już pobawili się komputerem i opracowali te wszystkie efekty to zakładam, iż za punkt
honoru postawiono sobie aby je wszystkie tam umieścić.
Efekt... same efekty wizualne... i prawie zero treści..
Najzwyczajniej w świecie momentami na prawdę się wynudziłam... niektóre sceny
były zupełnie nie potrzebnie przeciągane. Myślę, iż gdyby ten film trwał 1,5 h
mógłby być bardziej interesujący i z lepszą energią.
Może dla osób czytających książki i znających samą historię, było to bardziej interesujące
jednakże dla laika takiego jak ja.. te 3 h to zdecydowanie za długi czas na to aby
pokazać kawałek drogi pokonanej przez 14 śmiałków i zakończyć historię w momencie gdy nareszcie
coś miało zacząć się dziać..
Niestety jak dla mnie to tylko mocno rozciągnięty ładny obrazek.
dlatego nie będę oceniała jak postacie czy też historia ma się do oryginału Tolkiena.
Dla mnie jest to po prostu film fantasy wokół którego zrobiono tyle szumu, że głupio byłoby go nie obejrzeć..
no więc obejrzałam, i ... jakoś mnie nie zachwycił.
Na pewno jest to ładnie zrobiona bajka, nie jestem tylko pewna czy tak do końca
skierowana do dzieci. Raczej nie zaprowadziłabym do kina żadnego 10-latka.
Latające głowy, miecze, topory i potwory... no cóż, myślę że dla dzieci może tego być
troszkę za dużo.
Podobały mi się natomiast, nawet bardzo, zdjęcia, kostiumy i w większości efekty. Tutaj widać było iż się
twórcy napracowali.
I pewnie też z tego powodu film został rozciągnięty do granic możliwości.
Skoro już pobawili się komputerem i opracowali te wszystkie efekty to zakładam, iż za punkt
honoru postawiono sobie aby je wszystkie tam umieścić.
Efekt... same efekty wizualne... i prawie zero treści..
Najzwyczajniej w świecie momentami na prawdę się wynudziłam... niektóre sceny
były zupełnie nie potrzebnie przeciągane. Myślę, iż gdyby ten film trwał 1,5 h
mógłby być bardziej interesujący i z lepszą energią.
Może dla osób czytających książki i znających samą historię, było to bardziej interesujące
jednakże dla laika takiego jak ja.. te 3 h to zdecydowanie za długi czas na to aby
pokazać kawałek drogi pokonanej przez 14 śmiałków i zakończyć historię w momencie gdy nareszcie
coś miało zacząć się dziać..
Niestety jak dla mnie to tylko mocno rozciągnięty ładny obrazek.
środa, 2 stycznia 2013
The Words
"The Words" zakwalifikowany do gatunku: dramat /thriller ...
Na prawdę nie wiem dlaczego thriller...
Jeżeli ktoś nastawiłby się na ten gatunek, będzie mocno rozczarowany.
Natomiast na pewno film ten jest dramatem..
opowiada o dwóch pisarzach... o ich potrzebach tworzenia.. o ich inspiracjach..
o wyborach, których dokonywali, oraz o konsekwencjach, które później musieli ponieść..
Historia tych dwojga ukazana jest widzowi na trzech, przenikających się i całkowicie
zespolonych ze sobą płaszczyznach.
Daje to na prawdę ciekawy efekt, pomimo retrospekcji jest to płynne i logiczne,
historia stopniowo się rozwija i nabiera tępa. Odniosłam wrażenie, iż żadna scena
nie pojawiła się tam przypadkiem.
Sam film, na pewno nie zadowoli fanów akcji. Tutaj odnajdujemy spokój,
zastanawiamy się nad wyborami w życiu i mierzymy się z konsekwencjami..
W sposób poważny opowiada o dylematach głównego bohatera.
Bradley Cooper I - przyznaję, iż to był pierwszy film, w którym widziałam go w innej
roli, niż rozbawionego przystojniaka.. i .. według mnie na prawdę się sprawdził.
Przekonywujący i dramatyczny.
Film, na spokojny, nostalgiczny wieczór..
Cytat z filmu:
"My dokonujemy wyborów,
ale najciężej jest z nimi żyć"
Na prawdę nie wiem dlaczego thriller...
Jeżeli ktoś nastawiłby się na ten gatunek, będzie mocno rozczarowany.
Natomiast na pewno film ten jest dramatem..
opowiada o dwóch pisarzach... o ich potrzebach tworzenia.. o ich inspiracjach..
o wyborach, których dokonywali, oraz o konsekwencjach, które później musieli ponieść..
Historia tych dwojga ukazana jest widzowi na trzech, przenikających się i całkowicie
zespolonych ze sobą płaszczyznach.
Daje to na prawdę ciekawy efekt, pomimo retrospekcji jest to płynne i logiczne,
historia stopniowo się rozwija i nabiera tępa. Odniosłam wrażenie, iż żadna scena
nie pojawiła się tam przypadkiem.
Sam film, na pewno nie zadowoli fanów akcji. Tutaj odnajdujemy spokój,
zastanawiamy się nad wyborami w życiu i mierzymy się z konsekwencjami..
W sposób poważny opowiada o dylematach głównego bohatera.
Bradley Cooper I - przyznaję, iż to był pierwszy film, w którym widziałam go w innej
roli, niż rozbawionego przystojniaka.. i .. według mnie na prawdę się sprawdził.
Przekonywujący i dramatyczny.
Film, na spokojny, nostalgiczny wieczór..
Cytat z filmu:
"My dokonujemy wyborów,
ale najciężej jest z nimi żyć"
Subskrybuj:
Posty (Atom)






