Co prawda sama nie sięgnęłam po tą pozycje, została mi ona narzucona..
ale... nie żałuje.. :)
No właśnie, jest to bajka.. ale nie byle jaka bajka.. tylko taka prawdziwa..
spokojna, z historią i klimatem..
bez zbędnych ozdobników, bzdurnych postaci, przemocy i strachu..
W erze transformers-ów, wampirów i Harrego Pottera, ktoś po prostu odważył się
na opowiedzenie historii.. pełnej nauk, mądrości i morału..
wiem.. powiało nudą... :)
ale na pewno nie było nudno.. po prostu było spokojnie.. historia ciekawi i wciąga..
atmosfera jest konsekwentnie budowana i otula odbiorcę od samego początku.
Oczywiście, teraz już pewnie nie ma ani jednego filmu czy też animacji, zrobionych
bez super technologi i efektów specjalnych...
i w "Hugo" są także.. zresztą, właśnie za nie film dostał jednego z Oskar-ów..
ale w tym filmie one nie przeszkadzają, nie zdominowały historii i nie zagłuszały jej.
Polecam tym, którzy chcą sobie przypomnieć o co chodzi w opowiadaniu historii..
Translate
niedziela, 30 września 2012
sobota, 22 września 2012
Jeszcze dłuższe zaręczyny
Ogólnie... nudy, nudy, nudy...
sama nie wiem.. film przecież nie ma aż takich złych recenzji...
ja lubię komedie romantyczne.. oglądam prawie wszystkie ;)
a jednak zasnęłam na tym filmie, i to dwa razy..
Może to nie był dzień na ten film, a może po prostu film był jednak kiepski..
a już na pewno był za dłuuuuugi... :)
Elementy komediowe mnie osobiście nie śmieszyły, a romantyczne nie rozczulały,
chociaż z zasady nie mam problemu z uronieniem łzy na filmach :)
Spodobała mi się sama końcówka filmu, szybkie wybory i szybki, spontaniczny ślub..
tylko.. gdyby się tak mocniej zastanowić, to może spodobało mi się to tylko
dlatego, iż oznaczało nareszcie koniec filmu.. ;)
Podsumowując, pomimo całego mojego romantycznego usposobienia, i zamiłowania
do komedii romantycznych, ta historia mnie nie urzekła.
Kompletnie nie zaiskrzyło :)
sama nie wiem.. film przecież nie ma aż takich złych recenzji...
ja lubię komedie romantyczne.. oglądam prawie wszystkie ;)
a jednak zasnęłam na tym filmie, i to dwa razy..
Może to nie był dzień na ten film, a może po prostu film był jednak kiepski..
a już na pewno był za dłuuuuugi... :)
Elementy komediowe mnie osobiście nie śmieszyły, a romantyczne nie rozczulały,
chociaż z zasady nie mam problemu z uronieniem łzy na filmach :)
Spodobała mi się sama końcówka filmu, szybkie wybory i szybki, spontaniczny ślub..
tylko.. gdyby się tak mocniej zastanowić, to może spodobało mi się to tylko
dlatego, iż oznaczało nareszcie koniec filmu.. ;)
Podsumowując, pomimo całego mojego romantycznego usposobienia, i zamiłowania
do komedii romantycznych, ta historia mnie nie urzekła.
Kompletnie nie zaiskrzyło :)
niedziela, 16 września 2012
Merida waleczna
Rekomendacją dla mnie była wytwórnia PIXAR. Lubię ich bajki, zarówno te pełnometrażowe jak i krótkie filmiki,
których kilka mają, zawsze są dobrze zrobione, z poczuciem humoru i w pełni dopracowane.
"Merida waleczna" jest bajką skierowaną do dzieci, ale uważam iż osoby powyżej 18 roku życia,
które pójdą jako osoby towarzyszące do kina, także nie wynudzą się na tym filmie.
Nie jest to bajka naszpikowana poczuciem humoru, tak jak to było w przypadku np. Shreka,
ale można się w niektórych momentach uśmiechnąć.
Bardzo dobrze zrobiony obrazek, wyraziste i pełne sympatii postacie.
Główna bohaterka, to wyzwolona, z własnym zdaniem, lekko krnąbrna księżniczka,
na całe szczęście nie mająca nic wspólnego z cukierkowymi księżniczkami Disney-a :)
Twórcy dopasowali charakter bohaterki do czasów współczesnych, i według mnie, bardzo słusznie :)
Jak najbardziej może to być wzór dla małych dziewczynek z charakterkiem ;)
Historia spójna, wartka i z przesłaniem, które wszyscy znamy - "uważaj czego sobie życzysz, bo może się spełnić"
Ogólnie nie rozczarowuje, miło spędzone 1,5 h w niedzielne popołudnie :)
których kilka mają, zawsze są dobrze zrobione, z poczuciem humoru i w pełni dopracowane.
"Merida waleczna" jest bajką skierowaną do dzieci, ale uważam iż osoby powyżej 18 roku życia,
które pójdą jako osoby towarzyszące do kina, także nie wynudzą się na tym filmie.
Nie jest to bajka naszpikowana poczuciem humoru, tak jak to było w przypadku np. Shreka,
ale można się w niektórych momentach uśmiechnąć.
Bardzo dobrze zrobiony obrazek, wyraziste i pełne sympatii postacie.
Główna bohaterka, to wyzwolona, z własnym zdaniem, lekko krnąbrna księżniczka,
na całe szczęście nie mająca nic wspólnego z cukierkowymi księżniczkami Disney-a :)
Twórcy dopasowali charakter bohaterki do czasów współczesnych, i według mnie, bardzo słusznie :)
Jak najbardziej może to być wzór dla małych dziewczynek z charakterkiem ;)
Historia spójna, wartka i z przesłaniem, które wszyscy znamy - "uważaj czego sobie życzysz, bo może się spełnić"
Ogólnie nie rozczarowuje, miło spędzone 1,5 h w niedzielne popołudnie :)
niedziela, 9 września 2012
Single od dziecka
Temat dzieci ostatnio chyba jest modny.. to jest kolejny film o dzieciach, układach męsko-damskich i miłości, która tutaj jest umiejscawiana na końcu listy poruszonych w filmie tematów.
Na pewno nie jest to typowa komedia na której można popłakać się ze śmiechu, nie wiem czy wogle można to nazwać komedią.. może bardziej coś pomiędzy tym co miało być komedią a obyczajem.
W każdym razie film pokazuje życie i problemy trzydzistoparolatków, teoretycznie mogło to być coś nowego, innego, ale...
pomimo tego, iż problemy tam poruszane, nie były dla mnie niespodzianką, to jednak nie są tak zabawne i urocze, jak by się można tego spodziewać.. a może chodzi tu tylko o umiejętność ukazania ich w odpowiednim świetle.. co po prostu nie zostało zrobione.
Bo po co oglądać to co dzieje się z facetami po trzydziestce, skoro widzimy ich na co dzień ? ;)
Chyba już lepiej oglądać bajki o księciach, którzy się starają, mają pasje inne niż piwo, są romantyczni i mega zakochani.. i pominąć rzeczywistość w postaci wiecznie zmęczonych, zniechęconych, marudzących i siedzących z gazetą i kanapką w toalecie przez ponad godzinę.. ;) (jak to zostało ukazane w filmie)
Momentami natłok tych problemów, oraz ich powaga przytłaczały... nie polecam filmu młodzieży bo mogą nie zechcieć dożyć 30-stki. A przecież ona nie jest taka zła.. rzekłabym nawet że całkiem dobra.. ;)
Obsada filmu... przyznaję, że pomijając Megan Fox i Edwarda Burnsa reszta aktorów nie była mi znana, ale ogólnie dali radę. W końcu sam film, dużo nie wymagał. Wyróżniała się natomiast na ich tle główna aktorka Jennifer Westfeldt... (z ciekawości sprawdziłam szybko jej wiek.. i to mi troszkę rozjaśniło sytuację) ponieważ dawno nie widziałam tak napompowanej kwasem, botoksem i co tam jeszcze wszczykują kobiety, aktorki... przykro było patrzeć :(
Ale biorąc pod uwagę iż rolę trzydziestolatki dali czterdziestolatce, może to troszkę usprawiedliwia.. ale nie..
nie ma usprawiedliwienia ;)
Ogólnie film słaby.. chciałam coś lekkiego i zabawnego do utrzmania dobrego nastroju po wakacjach,
ale ten wybór był kompletnie nie trafiony...
no cóż zdarza się najlepszym ;)
Na pewno nie jest to typowa komedia na której można popłakać się ze śmiechu, nie wiem czy wogle można to nazwać komedią.. może bardziej coś pomiędzy tym co miało być komedią a obyczajem.
W każdym razie film pokazuje życie i problemy trzydzistoparolatków, teoretycznie mogło to być coś nowego, innego, ale...
pomimo tego, iż problemy tam poruszane, nie były dla mnie niespodzianką, to jednak nie są tak zabawne i urocze, jak by się można tego spodziewać.. a może chodzi tu tylko o umiejętność ukazania ich w odpowiednim świetle.. co po prostu nie zostało zrobione.
Bo po co oglądać to co dzieje się z facetami po trzydziestce, skoro widzimy ich na co dzień ? ;)
Chyba już lepiej oglądać bajki o księciach, którzy się starają, mają pasje inne niż piwo, są romantyczni i mega zakochani.. i pominąć rzeczywistość w postaci wiecznie zmęczonych, zniechęconych, marudzących i siedzących z gazetą i kanapką w toalecie przez ponad godzinę.. ;) (jak to zostało ukazane w filmie)
Momentami natłok tych problemów, oraz ich powaga przytłaczały... nie polecam filmu młodzieży bo mogą nie zechcieć dożyć 30-stki. A przecież ona nie jest taka zła.. rzekłabym nawet że całkiem dobra.. ;)
Obsada filmu... przyznaję, że pomijając Megan Fox i Edwarda Burnsa reszta aktorów nie była mi znana, ale ogólnie dali radę. W końcu sam film, dużo nie wymagał. Wyróżniała się natomiast na ich tle główna aktorka Jennifer Westfeldt... (z ciekawości sprawdziłam szybko jej wiek.. i to mi troszkę rozjaśniło sytuację) ponieważ dawno nie widziałam tak napompowanej kwasem, botoksem i co tam jeszcze wszczykują kobiety, aktorki... przykro było patrzeć :(
Ale biorąc pod uwagę iż rolę trzydziestolatki dali czterdziestolatce, może to troszkę usprawiedliwia.. ale nie..
nie ma usprawiedliwienia ;)
Ogólnie film słaby.. chciałam coś lekkiego i zabawnego do utrzmania dobrego nastroju po wakacjach,
ale ten wybór był kompletnie nie trafiony...
no cóż zdarza się najlepszym ;)
niedziela, 26 sierpnia 2012
Dom w głębi lasu - The Cabin in the Woods
Spodziewałam się klasycznego amerykańskiego horroru, czyli paczka przyjaciół, dom na odludziu, może jacyś źli ludzie lub potwory, a może jedno i drugie..
co do emocji to oczywiście spodziewałam się atmosfery grozy, napięcia i strachu.
I w sumie, to większość z tych elementów rzeczywiście w tym filmie się znalazła..była standardowa paczka przyjaciół, dom w lesie, potwory w postaci Zombie... krew lała się strumieniami a trup ścielił się gęsto..
Zabrakło jednak najważniejszego elementu, który w filmie typu horror musi po prostu się znaleźć, czyli odpowiednio zbudowanej atmosfery..
jeżeli nie boimy się na horrorze, to, to po prostu nie jest horror.
Tutaj niestety atmosfera grozy była poszatkowana jak kapusta na bigos. Twórcy konsekwentnie nie pozwalali odbiorcy na odczuwanie jakiegokolwiek napięcia czy też strachu, wstawiane sceny równoległej rzeczywistości z podziemnego instytutu z dwoma podstarzałymi kolesiami w roli głównej, niestety skutecznie burzyły najmniejsze zalążki napięcia i wprowadzały tylko lekkie politowanie i irytację.
I w takiej atmosferze minęła pierwsza część filmu. Druga część.. czyli ta po czerwonym telefonie, lekko zaskakuje, i to jak dla mnie jedyny(po za samą osobą Hemsworth-a :) ) pozytywny aspekt tego filmu.
Muszę jednak przyznać, iż sam element zaskoczenia, trwający parę sekund, w tym gatunku, to zdecydowanie za mało na pozytywną ocenę.
Chcąc być jednocześnie do końca szczerą, i uparcie doszukując się dobrych rzeczy w tym obrazie, wspomnę także o dwóch ujęciach, które nawet mi się spodobały. Pierwsze to spokój na twarzy i spojrzenie Pana z tarczami piły w głowie, i drugie gdy pokazali wszystkie windy z potworami w środku, to nawet wyglądało fajnie.
Ogólnie jednak, niestety film nudzi zamiast straszyć.. irytuje zamiast ciekawić.
Nie wiem do jakiego gatunku można by go było zakwalifikować, ale na pewno nie jest to horror.
co do emocji to oczywiście spodziewałam się atmosfery grozy, napięcia i strachu.
I w sumie, to większość z tych elementów rzeczywiście w tym filmie się znalazła..była standardowa paczka przyjaciół, dom w lesie, potwory w postaci Zombie... krew lała się strumieniami a trup ścielił się gęsto..
Zabrakło jednak najważniejszego elementu, który w filmie typu horror musi po prostu się znaleźć, czyli odpowiednio zbudowanej atmosfery..
jeżeli nie boimy się na horrorze, to, to po prostu nie jest horror.
Tutaj niestety atmosfera grozy była poszatkowana jak kapusta na bigos. Twórcy konsekwentnie nie pozwalali odbiorcy na odczuwanie jakiegokolwiek napięcia czy też strachu, wstawiane sceny równoległej rzeczywistości z podziemnego instytutu z dwoma podstarzałymi kolesiami w roli głównej, niestety skutecznie burzyły najmniejsze zalążki napięcia i wprowadzały tylko lekkie politowanie i irytację.
I w takiej atmosferze minęła pierwsza część filmu. Druga część.. czyli ta po czerwonym telefonie, lekko zaskakuje, i to jak dla mnie jedyny(po za samą osobą Hemsworth-a :) ) pozytywny aspekt tego filmu.
Muszę jednak przyznać, iż sam element zaskoczenia, trwający parę sekund, w tym gatunku, to zdecydowanie za mało na pozytywną ocenę.
Chcąc być jednocześnie do końca szczerą, i uparcie doszukując się dobrych rzeczy w tym obrazie, wspomnę także o dwóch ujęciach, które nawet mi się spodobały. Pierwsze to spokój na twarzy i spojrzenie Pana z tarczami piły w głowie, i drugie gdy pokazali wszystkie windy z potworami w środku, to nawet wyglądało fajnie.
Ogólnie jednak, niestety film nudzi zamiast straszyć.. irytuje zamiast ciekawić.
Nie wiem do jakiego gatunku można by go było zakwalifikować, ale na pewno nie jest to horror.
środa, 22 sierpnia 2012
Dziennik zakrapiany rumem
Niestety to jeden z tych filmów, o których szybko zapomnę.
Teoretycznie zapowiadał się nie źle.. lata 50, dobra obsada,
fajna sceneria, historia o czymś i wątek miłosny.
Niestety okazał się nudny i jedyne uczucie jakie we mnie wzbudził,
to obojętność. Ładny obrazek, pusty w środku.
Zakończenie filmu.. no cóż, na siłę, na szybko.. miałam nadzieję, że chociaż
ono zaskoczy, ale niestety.
Przyznaję, iż podobały mi się zdjęcia, widoki i klimat lat 50,
jednak to wszystko co mogę o tym filmie powiedzieć dobrego...
Może gdybym wypiła trochę rumu dostrzegłabym w nim więcej dobrego ;)
Teoretycznie zapowiadał się nie źle.. lata 50, dobra obsada,
fajna sceneria, historia o czymś i wątek miłosny.
Niestety okazał się nudny i jedyne uczucie jakie we mnie wzbudził,
to obojętność. Ładny obrazek, pusty w środku.
Zakończenie filmu.. no cóż, na siłę, na szybko.. miałam nadzieję, że chociaż
ono zaskoczy, ale niestety.
Przyznaję, iż podobały mi się zdjęcia, widoki i klimat lat 50,
jednak to wszystko co mogę o tym filmie powiedzieć dobrego...
Może gdybym wypiła trochę rumu dostrzegłabym w nim więcej dobrego ;)
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Wojownik - Warrior
Film zrealizowany w sposób surowy, trochę momentami patetyczny..
ale poprzez historię, która jest tu opowiadana nie dałoby się chyba całkowicie uniknąć odrobiny patosu.
Z dobrze pokazanymi walkami MMA , może momentami lekko przerysowanymi, ale dzięki
temu widz mógł poczuć w pełni energie, która wytwarza się podczas takich walk.
Biorąc pod uwagę ilość kontuzji, którą aktorzy nabyli podczas kręcenia tych scen, można
z czystym sumieniem powiedzieć, iż realizm został zachowany.
Dwóch wojowników, oboje nastawieni na wygraną.. oboje wybrali klatkę z ważnych powodów.
Treningi i walka...
Jeden idealnie skuteczny w stójce i wkładający całą swoją złość w zabójcze ciosy, drugi niebezpieczny w parterze, pełen cierpliwości wyczekujący na moment, w którym może założyć kończącą walkę dźwignie.
Teoretycznie film ten wygląda na jeden z wielu tego typu, jak na przykład Rocky, ale na szczęście nim nie jest.
Nie ma tutaj tego dobrego i tego złego faceta, trudno kibicować jednemu z bohaterów, bo tutaj jest dwóch dobrych.
Same walki MMA są tylko tłem do tej prawdziwej, którą toczą główni bohaterowie..
bo główna walka to walka z demonami przeszłości, samym sobą i najbliższymi.. to walka o przyszłość.. ich przyszłość.. którą oboje po bardzo morderczej próbie, wygrywają... a może tak na prawdę wygranych tam jest więcej.
Film naładowany emocjami, oczywiście wywołujący u mnie więcej niż jedną łzę.
Ale aby były emocje, potrzebne są też postacie, i właśnie dla tych kreacji stworzonych przez Toma Hardy-ego i Nicka Nolte, warto obejrzeć ten film. Widać, że Tom pracował nad tą rolą, i nie mówię tutaj o tych 13 kg mięśni które musiał sobie wyhodować, ale o postawie, mimice i energii, która przez cały film z niego emanowała. Jeżeli chodzi o Nicka Nolte, to powiem tylko, iż jego nominacja do Oscara za tą role, na pewno nie była przypadkowa.
ale poprzez historię, która jest tu opowiadana nie dałoby się chyba całkowicie uniknąć odrobiny patosu.
Z dobrze pokazanymi walkami MMA , może momentami lekko przerysowanymi, ale dzięki
temu widz mógł poczuć w pełni energie, która wytwarza się podczas takich walk.
Biorąc pod uwagę ilość kontuzji, którą aktorzy nabyli podczas kręcenia tych scen, można
z czystym sumieniem powiedzieć, iż realizm został zachowany.
Dwóch wojowników, oboje nastawieni na wygraną.. oboje wybrali klatkę z ważnych powodów.
Treningi i walka...
Jeden idealnie skuteczny w stójce i wkładający całą swoją złość w zabójcze ciosy, drugi niebezpieczny w parterze, pełen cierpliwości wyczekujący na moment, w którym może założyć kończącą walkę dźwignie.
Teoretycznie film ten wygląda na jeden z wielu tego typu, jak na przykład Rocky, ale na szczęście nim nie jest.
Nie ma tutaj tego dobrego i tego złego faceta, trudno kibicować jednemu z bohaterów, bo tutaj jest dwóch dobrych.
Same walki MMA są tylko tłem do tej prawdziwej, którą toczą główni bohaterowie..
bo główna walka to walka z demonami przeszłości, samym sobą i najbliższymi.. to walka o przyszłość.. ich przyszłość.. którą oboje po bardzo morderczej próbie, wygrywają... a może tak na prawdę wygranych tam jest więcej.
Film naładowany emocjami, oczywiście wywołujący u mnie więcej niż jedną łzę.
Ale aby były emocje, potrzebne są też postacie, i właśnie dla tych kreacji stworzonych przez Toma Hardy-ego i Nicka Nolte, warto obejrzeć ten film. Widać, że Tom pracował nad tą rolą, i nie mówię tutaj o tych 13 kg mięśni które musiał sobie wyhodować, ale o postawie, mimice i energii, która przez cały film z niego emanowała. Jeżeli chodzi o Nicka Nolte, to powiem tylko, iż jego nominacja do Oscara za tą role, na pewno nie była przypadkowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






